23:06:02
2006-09-08 Era jest naprawdę mistrzem :)
Myślałam, że mój blog już padł, ale nie. Więc przybywam z nową opowieścią :)
Zadzwonił do mnie tata z prośbą o sprawdzenie bilingu jego telefonu - ile minut mu przeszło na następny miesiąc.
Wyciągam biling i oglądam.
Na następny miesiąc przeszło 65 minut, ale i tak jest 13zł za połączenia. Zaczynam szukać... i znajduję.
Telefon kierunkowy u nas na wsi to 25. Kierunkowy do polski to 48. Większość połączeń na bilingu zaczyna się od 48, ale są 3 zaczynające się na 25. Wszystkie 3 na ten sam numer. Zwykły numer, naszych sąsiadów. Ale każde policzone jest po pełnej minucie (a nie w sekundowym naliczaniu) i kosztują po 4,50.
Przyglądam się więc dokładniej i okazuje się, że gdzieś im uciekło 48 z początku numeru i... Era uznała, że połączenie do sąsiadów, to połączenie międzynarodowe do... BURUNDI!
Spadłam z krzesła :)
19:08:08
2006-02-18 pocztapolska dla odmiany
Moje życie usłane jest różnymi atrakcjami. Kilka dni temu wróciłam do domu i zastałam w skrzynce list. No i co takiego? No to, że list był otwarty. Dawno nie było, nie?
Ucieszyłam się niezmiernie i oczywiście postanowiłam złożyć reklamację. 2 dni później poszłam na pocztę. Na poczcie spędziłam ledwie godzinę w oczekiwaniu, aż pan, który był przede mną skończy składać swoją reklamację. I czekałam tylko po to, żeby się dowiedzieć, że moją reklamację to i tak ktoś inny obsługuje.
Po dłuższym oczekiwaniu przyszła pani, obejrzała kopertę i stwierdziła, że rzeczywiście listonosz nie powinien był w ogóle tej koperty zabrać ze sobą.
Na to stwierdziłam, że oczywiście tak, pod warunkiem, że to nie on ją otworzył.
A pani na poczcie: No chyba pani żartuje, a po co on by miał pani kopertę otwierać???
Dobre, nie?
12:00:05
2006-02-14 Era GSM to bardzo fajna firma
Sytuacja ma miejsce już drugi raz, ale za pierwszym stwarzali przynajmniej pozory, że ich to obchodzi. Otóż dzisiaj z rana dostałam sms-a z zupełnie zwyczajnego numeru ery o treści: "Era Omnix wygral Pan/Pani zestaw kina domowego o wartosci 1200zl. Prosimy wyslac sms o tresci 608****** (tu numer telefonu, z którego przyszedł ów sms) pod numer: 1120! Era. Gratulujemy."
No to się wpieniłam.
Już raz, kilka miesięcy temu, dostałam podobnego sms-a też prowokującego do wysłania wiadomości na ten numer. Wydało mi się to podejrzane, bo Era zawsze wysyła wszelkie komunikaty z numerów specjalnych, albo z numeru biura obsługi. Coś mnie tknęło i zaczęłam szukać w internecie co to jest za numer ten 1120. No i znalazłam. Wysyłają na ten numer lub na 1110 doładowujesz komuś tak tak-a. Więcej informacji tutaj.
Cholera mnie wzięła i natychmiast zadzwoniłam do biura obsługi. Za pierwszym razem wzięli ode mnie numer delikwenta i powiedzieli, że zablokują mu kartę. Ucieszyłam się, bo gnojek dostanie za swoje.
Tym bardziej pewna, że dobrze robię, zrobiłam to samo dzisiaj po drugim takim smsie. A tym czasem pani w Erze stwierdziła, że skoro ja nie wysłałam tej wiadomości na 1120, to ona nie może podjąć żadnych działań. Gdybym wysłała, to wtedy mogą coś robić – tzn. anulować tego smsa. Zdurniałam i pytam jej, czy to znaczy, że ten dupek jest bezkarny? Odpowiedziała mi, że skoro dostałam takiego smsa, to zapewne wysyła takie do wielu osób i trafi się w końcu ktoś, kto wyśle. I dopiero wtedy podejmą działania. W efekcie nawet ode mnie nie wzięła tego numeru, z którego sms przyszedł, bo i tak przecież nic nie zrobi.
Poczułam się jak w kiepskim filmie sensacyjnym, w którym policja zawsze odmawia pomocy potencjalnej ofierze, bo przecież nic jej nie jest. I dopiero jak ją już zabiją, to dadzą jej ochronę. No paranoja.
Czyli mam się dać oszukać gnojowi po to, żeby podjęto jakiekolwiek działania. Próba oszustwa jest, jak widać, dla ery nie istotna i nie ma co zawracać sobie tym głowy.
Szkoda gadać.
20:08:43
2006-02-04 urodziny
W poniedziałek miałam urodziny. Wielce się zdziwiłam kiedy w niedzielę zadzwonił telefon, a na nim wyświetliło się "babcia".
Babcia postanowiła zadzwonić do mnie w niedzielę złożyć mi życzenia, bo w poniedziałek, to ona nie wie jak mnie łapać. No bo przecież, żeby pod tą samą komórką, co zawsze, to nie wymyśliła.
No i teraz mam dylemat. Bo babcia ma jutro urodziny. Może powinnam dziś zadzwonić, no bo co będzie jak jutro jej nie złapię?
22:51:53
2005-11-08 bank
Znowu o mojej babci. Ale nic nie poradzę na to, że jest wokół niej mnóstwo formalności do załatwiania, a to zawsze powoduje u mnie mega frustrację do wyładowania.
Babcia uruchomiła konto w Citibanku. Wspólne z moją mamą. I poszła do szpitala na operację. Przyszła karta, którą trzeba aktywować w 7 dni, ale nawet gdyby ten nakaz zignorować, to karta będzie po prostu potrzebna do bankomatu.
W związku z pobytem w szpitalu nie bardzo może kartę aktywować przez telefon. Zresztą poza szpitalem i tak by nie mogła, bo ma poważne problemy ze zrozumieniem jak się załatwia wszelkiego rodzaju formalności. Nie umi. W związku z tym do załatwiania wszelkich formalności za nią mam upoważnienie notarialne do reprezentowania jej interesów, dysponowania majątkiem i takie tam.
Zadzwoniła moja mama do Citibanku próbując aktywować kartę i tłumaczy panu konsultantowi, że babcia w szpitalu, ale że ona jest współwłaścicielem, no i że trzeba i wogle wogle. NIE. Nie aktywują i jeszcze łaskę robią na infolinii, że w ogóle udzielają odpowiedzi. Na pytanie czy upoważnienie notarialne wystarczy do aktywacji karty odpowiadają, że tak, ale to trzeba osobiście w oddziale. Więc biorę pełnomocnictwo, kartę, umowę i milion innych papierów i jadę do banku.
A w banku zmienili zdanie. Nie aktywują karty, bo to pełnomocnictwo nie wystarczy. Bo oni honorują tylko pełnomocnictwa bankowe, na których jest napisany numer konta. A poza tym nawet takie pełnomocnictwo nic by nie dało, bo kartę można aktywować TYLKO osobiście. Więc tłumaczę jeszcze raz i jeszcze spokojnie, że sytuacja jest nadzwyczajna, bo babcia właśnie leży na stole operacyjnym i nie może tego zrobić, a ja mam przecież upoważnienie i jak to jest możliwe, że dla banku upoważnienie notarialne do dysponowania majątkiem nie wystarcza... NIE. Zaczęłam się gotować. Powtarzam po raz dziesiąty, że babcia jest osobą niepełnosprawną i nie może tego sama zrobić. Nie pomogło. Nadal NIE. Wściekłam się zupełnie, powiadomiłam panienkę, że odmawiając mi aktywacji karty dają właśnie dowód na to jak zupełnie nieprzyjazną dla niepełnosprawnych są placówką i że niniejszym zawiadamiam, że w związku z takim traktowaniem zlikwiduję to konto. A ta jeszcze mi strzela gadkę, że żeby zlikwidować, to też muszę mieć pełnomocnictwo bankowe.
NO KURWA.
Czy naprawdę na każdym kroku trzeba człowiekowi próbującemu normalnie żyć w tym kraju udowadniać, że można mu bezkarnie SRAĆ NA ŁEB? Każdego dnia przekonuję się, że szkoda czasu na próby zmienienia czegokolwiek. Mdli mnie na samą myśl.
23:57:09
2005-10-20 pocztapolska znowuuu...
Zebranie się do opisania tego cyrku zajęło mi trochę czasu, ale w końcu zwalczyłam w sobie lenia i oto prezentuję FANTASTYCZNĄ w swej niemożliwości historię:
Przez kilka ostatnich miesięcy moja babcia znajdowała się poza domem, w związku z czym co jakiś czas trzeba było wpadać do niej do mieszkania po pocztę. Wpadłam któregoś dnia, otwieram skrzynkę, a tam listy. Ale żeby tam listy. OTWARTE listy. A potem zaklejone taśmą "pocztapolska". Przez taśmę wyraźnie widać podarte koperty. I to jakąś mało wprawną ręką, bo strasznie poszarpane. No żarty sobie myślę. A listy z telekomunikacjipolskiejesa i z banku. Wyciąg stanu konta. Dostałam szału. Poszłam na pocztę, wezwałam kierowniczkę, pokazuję jej koperty, a ona mi na to "a wie pani, to nie my nosimy pocztę, listonosze to są z urzędu jakiegośtamgdzieśtam i to tam trzeba reklamacje". Świeeeeeeeeeeeeetnie.
Jadę do urzędu jakiegośtamgdzieśtam. Zawiadamiam szanowne towarzystwo, że przyszły do mnie otwarte listy i żądam wyjaśnień. A oni nie wiedzą co się stało, to trzeba listonosza spytać. I koniec. Więc im delikatnie zasugerowałam, że może by go do tego KURDE zawołać??? "a nie, wie pani, jego to już nie ma, to trzeba w poniedziałek... albo może pani napisać skargę..." Dobrze, napiszę. Więc piszę o tajemnicy korespondencji, o złamaniu prawa, o tym, że na kopercie napis, że w przypadku nie dostarczenia należy zwrócić do banku, że w ogóle po prostu jaja se w żywe oczy robią. Zostawiłam skargę i czekałam na reakcję. Po tygodniu mam telefon z szanownego urzędu pocztowego jakiegośtamgdzieśtam i panienka zawiadamia mnie, że listy uległy zniszczeniu w transporcie, bo "wie pani, koperty to w tych workach nieraz się niszczą i przecierają, no i my wtedy zaklejamy takie koperty i to się odbywa komisyjnie i z każdej takiej sytuacji spisywany jest raport". Znowu sobie ze mnie kpi po prostu. Dwie koperty z dwóch, jakie przyszły jednego dnia się przetarły, rozumicie. I to w dość szarpany sposób. A ona na to, że ona mi "gwarantuje, bo że oni spisują takie raporty komisyjnie i tej korespondencji na pewno nikt nie widział". Więc pytam, czy mam rozumieć, że mają taki raport? "noooo... tak, tak". No dobra. Nie będę dłużej dyskutować, sprawy i tak nie odwrócę. Babci nic nie mówię, po co ma się denerwować.
Mija kilka tygodni, babcia wraca do domu.
Przylatuje do babci sąsiadka z sensacją, że listonosz chodził taki struty i że mu potrącili premię, a on ma rodzinę przecież! I że ktoś z nas jest taki podły, że na niego doniósł i jesteśmy straszni i że on prosił, żeby tą skargę wycofać, ale babci nie było i nie było jak poprosić no i wogle koniec świata. Babcia zrobiła wielkie oczy nic o sprawie nie wiedząc. Ale szybko się dowiedziała... że listonosz wrzucił te listy do sąsiadki, która te listy otworzyła, a zorientowawszy się, że to nie do niej oddała listonoszowi. Ten zakleił i wsadził do skrzynki babci. I teraz już cała kamienica wie jaki zwrot podatku do niej właśnie wtedy akurat przyszedł, ile ma emerytury i ogólnie ile na koncie. Ale to przecież koperty się przetarły w worku, a potem komisja na poczcie je zaklejała i spisała protokół.
Podła jestem, rzeczywiście, że napisałam skargę. Powinnam być wdzięczna, że nie wywiesili wyciągu z banku na drzwiach od klatki schodowej.
Czy ja już pisałam, że to jest XXI wiek? Środek europy, tak zwanego cywilizowanego świata?
22:55:52
2005-09-18 Nie no, nie zabiłam się.
Chociaż właściwie nie wiem dlaczego, bo musiałam ośrodek pomocy społecznej odwiedzić znów.
Po spędzonych upojnych ponad dwóch godzinach w kolejce, udało się zacząć składać wniosek. Zacząć, bo okazało się, że jedno z zaświadczeń, które przekazała mi moja babcia jest NIE TYM zaświadczeniem i teraz muszę wybrać się postać kilka godzin w kolejce do kolejnego urzędu po prawidłowe zaświadczenie. A z zaświadczeniem prawidłowym wrócić do kolejki w ośrodku pomocy społecznej na kolejnych kilka godzin, żeby zaświadczenie donieść.
Sukces w tym chociaż taki, że tym razem nikt mi telefonu nie ukradł.
Powiem tylko, że KURWA GDZIE JA ŻYJĘ. Że te pieprzone urzędy nie mogą się same komunikować i przekazywać papierów, tylko ja mam brać ten cały jeden dzień "urlopu", jaki mi przysługuje, żeby załatwiać pieprzone formalności w kilkugodzinnych kolejkach. Jełropa, dwudziestypierwszywiek KURWA.